Loading...

Bankructwo dla zdrowia

/, długi, Ekonomia Myśli/Bankructwo dla zdrowia

Bankructwo dla zdrowia

Wczesna profilaktyka, mająca na celu zapobieganie chorobom poprzez utrwalanie prawidłowych wzorców zdrowego stylu życia, jest zwykle postrzegana jako zbędny wydatek konkurujący z innymi bieżącymi potrzebami lub, co najmniej, jako niedogodna uciążliwość, nieprzynosząca żadnych natychmiastowych korzyści. Ale postępująca rezygnacja z obietnicy państwa opiekuńczego, którego już dzisiaj nie stać na naszą nadchodzącą chorobliwą długowieczność, przywraca prozdrowotnej zapobiegliwości jej wielką życiową wartość.

Jeszcze przed końcem lat 90-tych, analizując wtedy globalne trendy na potrzeby mojego dialogu z inwestorami, stałem się autorem mało komfortowej teorii Różowej Pigułki, którą dzisiaj zaczynamy niestety praktykować na coraz bardziej masową skalę. A teoria ta brzmi mniej więcej tak …

Idziemy do naszego zaprzyjaźnionego rodzinnego lekarza, który opiekuje się nami już od lat, żeby poskarżyć się na coraz bardziej dokuczliwe bóle brzucha. Na pewno nie ma żadnego większego powodu do niepokoju, odpowiada z nadzieją, ale na wszelki wypadek zrobimy wszystkie niezbędne badania. Po kilku dniach dostajemy od niego telefon. Mam dla ciebie dwie wiadomości, dobrą i złą.  No, to zacznijmy od tej zlej, odpowiadamy. Słuchaj, naprawdę bardzo mi przykro, słyszymy po drugiej stronie słuchawki, ale masz nowotwór żołądka. Nie martw się jednak proszę – i to jest ta dobra wiadomość – bo mamy na to doskonałą różową pigułkę. Jedyny problem polega na tym, że jedna tabletka kosztuje aż 500 dolarów i trzeba ją brać codziennie przez trzy miesiące, a Twoje medyczne ubezpieczenie nie zwraca kosztów tej najbardziej na tą chwilę skutecznej kuracji. Ok, pomyślę, odpowiadamy, a po powrocie do domu z wielką trwogą zliczamy wszystkie życiowe oszczędności. Na szczęście wystarczy! Następnego dnia dzwonimy do gabinetu i z nieukrywaną radością zaczynamy obiecującą terapię.

Mija kilka kolejnych zdrowych lat, ale któregoś dnia pojawiają się niestety coraz bardziej dokuczliwe bóle głowy. Wracamy więc do tego samego lekarza i historia zaczyna się powtarzać. Znowu robimy wszystkie badania i po dwóch dniach dostajemy bardzo podobny telefon. Słuchaj, naprawdę bardzo mi przykro, słyszymy ponownie po drugiej stronie słuchawki, ale tym razem to guz mózgu. Nie martw się jednak, bo mamy na to inną różową pigułkę. Jedyny problem polega na tym, że jedna tabletka kosztuje aż 1000 dolarów i trzeba ją brać codziennie przez sześć miesięcy, a Twoje medyczne ubezpieczenie nie zwraca kosztów akurat tej kuracji. Ok, pomyślę, a wieczorem ponownie zliczamy uszczuplone już wcześniej oszczędności. Niestety, nie wystarczy!

Wtedy, w latach 90-tych, pomysł wyceny pojedynczej pigułki powyżej 1’000 dolarów, a wartości całej kuracji na poziomie kilkuset tysięcy, wydawał się większości z moich rozmówców kompletnie abstrakcyjny. Ale, niestety, to nie oni mieli rację, bo dzisiaj mamy już coraz więcej dowodów na  analityczną efektywność i trendową skuteczność mojej teorii, poczynając od leku na wirusowe zapalenie wątroby typu C, pierwszego w historii na liście cenowych tysiączników.

Tematem jednej z pierwszych lekcji na każdym kursie relatywnie bezpiecznego inwestowania na rynkach akcyjnych była od zawsze zasada stawiania na firmy farmaceutyczne, z jej przewidywalnymi wzrostami zysków i wypłacanych dywidend. No bo kto, bądź co bądź, nie przełknie nawet szybko rosnących cen kolejnych różowych pigułek żeby tylko powrócić do dobrego zdrowia, od którego jesteśmy przecież śmiertelnie uzależnieni? A żeby się przekonać o wciąż niezagrożonej żywotności tej zasady wystarczy tylko spojrzeć na pozytywne wskaźniki inflacyjne dla cen usług medycznych i produktów farmaceutycznych na tle globalnie nam panującej deflacji!

Nieuchronną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest oczywiście skreślanie kolejnych drogich leków z list refundowanych terapii, coraz wyższe dopłaty z prywatnych kieszeni przy realizacji recept i opłacaniu zabiegów oraz narastająco wysokie składki członkowskie wymagane przez medycznych ubezpieczycieli, zarówno prywatnych, jak i państwowych. Ale z przysłowiowym kwitkiem od aptecznego okienka odchodzą nie tylko polscy emeryci! Coraz częściej z kuracji, także tych onkologicznych, rezygnują też amerykanie i to nawet ci ubezpieczeni, a dla przeciętnego szwajcara opłacanie kosztów związanych z obowiązkowym w tym kraju prywatnym ubezpieczeniem medycznym ma narastająco bolesny wpływ na rodzinne budżety.

W tym miejscu rodzi się nieuniknione pytanie. Czy opieka medyczna, która skazuje nas na finansowe dożywocie spełnia swój społeczny sens? I jakie mamy przed sobą rzeczywiste alternatywy? Ograniczenie przyszłych nakładów na badania? Nałożenie cenowego kagańca na firmy farmaceutyczne i szpitale? Strajk przeciwko kolejnym ograniczeniom w modelu państwa opiekuńczego? Potraktowanie chorszych od nas jak trędowatych?

Chciałbym wierzyć, że przedsiębiorczość i postępujący rozwój technologiczny przyniosą nam już wkrótce jakieś systemowe rozwiązanie. Ale póki co, nie rezygnuję jednak z mojej prozdrowotnej diety i cierpliwie dbam o mój profilaktyczny styl życia w nadziei, że konieczność wykupienia lekarstwa śmiertelnego dla rodzinnych finansów pojawi się w naszym życiu możliwie jak najpóźniej.

maj 2016

2017-11-22T14:41:35+00:00 By |bankructwo, długi, Ekonomia Myśli|

Leave A Comment