Loading...

Odwęglanie inwestycyjnych portfeli

Odwęglanie inwestycyjnych portfeli

Odwęglanie inwestycyjnych portfeli

Nad Paryżem zawisł ostatnio gęsty klimatyczny smog, przez który próbowaliśmy dostrzec prawdę o globalnym ociepleniu dla osiągnięcia powszechnego politycznego kompromisu pozwalającego na jego spowolnienie. Od zawarcia wspólnego porozumienia do wypracowania prawdziwie efektywnych rozwiązań przez wszystkich sygnatariuszy jest jeszcze bardzo daleka droga, bo jak na razie wciąż udajemy, że żyjemy na różnych planetach. Ale niektórzy inwestorzy już teraz zaczynają głosować swoimi portfelami, oczyszczając je z paliw kopalnianych.

Polska nie jest jedynym krajem, który walczy dla siebie o prawo do węglowej przyszłości. Jesteśmy w doborowym towarzystwie wielu – najczęściej relatywnie biedniejszych – państw na różnych kontynentach, których nie stać na niemiecki model energetycznej transformacji. I we wszystkich przypadkach argument jest dokładnie taki sam: musimy się rozwijać (dziejowa sprawiedliwość!), a bez źródła tańszej energii nie będzie to możliwe. Najlepszym przykładem takiej właśnie postawy są Indie, gdzie co miesiąc otwiera się nową kopalnię węgla. Ale największym grzesznikiem są zdecydowanie Chiny, które właśnie ukończyły lub obecnie finansują budowę 92 elektrowni węglowych w 27 krajach, nie licząc przy tym oczywiście ich własnego węglowego podwórka.

Wyzwanie polega na tym, że coraz więcej ludzi na świecie obserwuje narastające anomalie pogodowe na przestrzeni swojego własnego krótkiego życia i zaczyna – coraz intensywniej i na coraz większą skalę – popierać różne formy klimatycznego przeciwdziałania. A jednocześnie wiele grup, często partykularnych interesów, lobuje na rzecz różnych praźródeł globalnego ocieplenia lub wręcz niewystępowania żadnych niepokojących zjawisk klimatycznych, dodając w ten sposób jedynie do i tak już wielkiego bałaganu myśli.

Mianownikiem najbardziej wspólnym dla wszystkich podsuwanych nam teorii i opinii jest świadomość, że – bez względu na to, czy globalne ocieplenie dzieje się naprawdę, czy też nie, a jeżeli tak, to czy jego powodem jest aktywność słońca, naturalna cykliczność ziemi czy też nasze własne działania, zaczynając od metanu, a na dwutlenku węgla kończąc – to troska o naturalne środowisko, jako nasze niezbędne do życia otoczenie, ma swój głęboki sens.

I zapewne z co najmniej takiego chociażby powodu, coraz większa grupa prywatnych i instytucjonalnych inwestorów zaczyna dokładać paliwa kopalniane, a zwłaszcza węgiel, do listy zakazanych aktywności dla swoich międzynarodowych portfeli, często obok narkotyków, papierosów i alkoholu. Przy czym wynika to również z przekonania, że obecny model gospodarczego rozwoju nie gwarantuje w żaden sposób przyjętego w Paryżu limitu dla wzrostu średnich temperatur.

KLP, największy w Norwegii fundusz emerytalny, nie ma oczywiście nic przeciwko inwestowaniu w ropę i gaz, ale zrezygnował kompletnie z węgla. Szwedzcy menedżerowie, odpowiedzialni za zarządzanie portfelami swoich klientów, muszą już teraz publikować analizy wpływu wybieranych przez siebie spółek na środowisko, a fundusz emerytalny Nowego Yorku postanowił znacząco ograniczyć swój inwestycyjny ślad węglowy. W konsekwencji zielonego upolitycznienia, w branży inwestycyjnej pojawiają się też różne „węglowe indeksy”, oceniające stopień klimatycznego zagrożenia. Trwają również coraz bardziej intensywne dyskusje o kolejnych formach handlu zielonymi certyfikatami lub klimatycznego opodatkowania produktów pochodzących z „brudniejszych gospodarek”. O daleko idących konsekwencjach globalnego ocieplenia, rujnujących nasze życie, ostrzegał nawet niedawno Mark J. Carney, szef brytyjskiego banku centralnego.

Z tej mieszaniny poglądów i postaw oraz komercyjnych i narodowych interesów, często zbyt krótkoterminowych lub serwowanych nam w mocno demagogicznej formie, wyłania się powoli pewien nieubłagany trend: producenci surowców i produktów, które „w świadomości globalnej społeczności” oceniane będą jako klimatycznie najbardziej toksyczne, skazani będą coraz bardziej na samych siebie. I już teraz można sobie wyobrazić sytuację, chociaż mam przy tym świadomość wybiegania w dopiero co nadchodzącą przyszłość, że eksport polskich jabłek, krzeseł, okien czy rowerów, zapłaci może kiedyś cenę za nasze zbyt powolne odwęglanie. I czy się z tym zgadzamy, czy nie, trudniej przyjdzie nam być może pozyskiwanie zagranicznego kapitału dla warszawskiej giełdy czy organizowanie relatywnie taniego finansowania dla polskiego rządu na międzynarodowym rynku obligacji.

Prawdziwym testem dla rosnącej dzisiaj grupy inwestycyjnych wrogów paliw kopalnianych byłaby oczywiście zmiana cenowych trendów na rynkach surowcowych, bo dzisiaj znacznie łatwiej przychodzi nam wyprzedawanie aktywów, które i tak tracą w stosunku do całego rynku (przy czym, uwaga, alternatywne źródła energii okazały się jak dotychczas źródłem poniżej przeciętnych zwrotów dla zainwestowanego kapitału). Ale i w takiej sytuacji pojawiać się będą zawsze argumenty o gorszej pozycji przetargowej węgla w stosunku do ropy i gazu, uznawanych obecnie za klimatycznie „mniej nieprzyjazne”.

No cóż, pozostaje nam chyba tylko uczynienie z Polski pilotażowego i inwestycyjnego raju dla wszelkich technologicznych partnerów, którzy zdołają oczyścić nasz węgiel i cały pozostały eksport  z klimatycznego smogu. Tym bardziej, że nasz największy partner już teraz planuje całkowite odejście od energetyki węglowej.

Paryż nie przekreślił węgla, ale uczynił to unikając wielu kosztownych pytań. Teraz nasza gospodarcza zielona wyspa czeka na swój własny klimatyczny cud.

styczeń 2016

Leave A Comment