Loading...

Spadające Gwiazdy

/, inwestowanie/Spadające Gwiazdy

Spadające Gwiazdy

Wiem, powtarzam to tak często, że aż do znudzenia. Tak, to prawda, robię to odkąd pamiętam. Albo raczej… odkąd zrozumiałem bezsensowność tej jakże nam jaśnie panującej obecnie doktryny i zacząłem o tym publicznie rozpowiadać. Statystyczna ekstrapolacja przeszłości w przyszłość, bo o niej mowa, to nic innego, jak tylko jeszcze jedna forma intelektualnej fanaberii, umiejętnie podsuniętej przez odrealnioną akademię. Tylko, że w tym przypadku, bardzo skrzętnie podchwycona i nie mniej umiejętnie praktykowana przez rozleniwioną finansjerę!

Skąd to moje powracające rebelianckie narzekanie? I to akurat właśnie teraz?

Kilka dni temu, w gazecie Wall Street Journal, pojawił się stosunkowo niewielki artykuł (The Morningstar Mirage), zainspirowany właśnie co opublikowanym raportem analitycznym na temat efektywności najbardziej popularnego systemu rankingowego dla funduszy inwestycyjnych, prowadzonego „od zawsze” przez firmę Morningstar.

Dla tych wszystkich, którzy nie wiedzą o czym teraz piszę, klasyfikacja zaproponowana przez tą firmę polega na ocenie poszczególnych funduszy, w ramach różnych grup wielkościowych, tematycznych i geograficznych, głównie z perspektywy uzyskiwanych przez nie wyników. Oczywiście w wybranym i statystycznie nieodległym okresie.

W ten sposób każdy fundusz otrzymuje przysługującą mu ilość gwiazdek, od jednej (warte uniknięcia!) do pięciu (produkt godny polecenia!). I nie byłoby w tym wszystkim nic szczególnego, gdyby nie fakt, że inwestorzy, a jeszcze częściej ich instytucjonalni doradcy, traktują te rekomendacje jak obowiązujące wyrocznie. W rezultacie, zdecydowana większość środków inwestycyjnych alokowana jest zwykle do funduszy obdarowanych wcześniej pięcioma gwiazdkami, w błogim inwestorskim przekonaniu o dobrze spełnionym obowiązku. Tylko czy rzeczywiście?

Kiedyś, o czym dzisiaj chyba zbyt chętnie zapominamy, zarządzający funduszami inwestycyjnymi brali na siebie pełną odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem. A to w praktyce oznaczało, że ich zadaniem było zarabiać więcej od innych, ale w kategoriach bezwzględnych (lub absolutnych, czyli bez utraty wartości powierzonego im kapitału).

Z czasem jednak przemysł inwestycyjny, ze swoim doskonałym pomysłem (naprawdę!) na funduszowe upowszechnienie dostępu do rynków kapitałowych, rozrastał się coraz bardziej i coraz trudniejszym zadaniem dla firm inwestycyjnych stawało się pozyskanie kolejnych kandydatów na zarządzających geniuszy (co, moim zdaniem, wymaga bardzo wysokiego, a przy tym niezwykle rzadkiego, ilorazu emocjonalnej inteligencji!).

Dzisiaj tego typu talenty próbują znaleźć swoje miejsce w świecie tzw. „funduszy hedgingowych”, nazywanych często alternatywnymi (oczywiście w stosunku do funduszowej masówki!). A wszystko za sprawą usankcjonowanego dogmatycznego przekonania, że podobno nikt nie jest w stanie wygrać z rynkiem kapitałowym poprzez systematyczne wypracowywanie wyników wyższych od przeciętnych, zwłaszcza w dłuższym okresie czasu. Podobno, bo zbyt wiele udokumentowanych wyjątków wcale nie przekonuje do bezwarunkowej zasadności takiej reguły.

Ale od niej już tylko mały krok do wielkiego branżowego samousprawiedliwienia (bo skoro nikt nie może, to my też nie!) i do sięgnięcia po kolejną akademicką pigułkę, pełną statystycznych obietnic o powtarzalności przeszłości w przyszłości (bo skoro tak, to koncentrujemy nasze działania przede wszystkim na optymalizacji metod analizowania wzajemnych zachowań poszczególnych grup aktywów inwestycyjnych w przeszłości i „walczymy” jedynie o wyniki relatywne w stosunku do naszej konkurencji, jednak bez szukania reputacyjnego guza z dala od giełdowych indeksów!).

Przepraszam, jeżeli ktoś poczuł się w tym miejscu rozczarowany!

Wracając na koniec jeszcze raz na chwilę do cytowanego przeze mnie artykułu, tylko 14% funduszy inwestycyjnych udekorowanych w przeszłości przez firmę Morningstar pięcioma gwiazdkami, była w stanie utrzymać swój relatywnie zwycięski status w okresie kolejnych trzech lat.

Wystarczy tylko popatrzeć …

I co, nie mówiłem!?

listopad 2017

2017-11-22T14:36:53+00:00 By |Ekonomia Myśli, inwestowanie|

Leave A Comment