Loading...

Uważajcie na portfelowych kieszonkowców na walutowym polu golfowym

/, rynek walutowy/Uważajcie na portfelowych kieszonkowców na walutowym polu golfowym

Uważajcie na portfelowych kieszonkowców na walutowym polu golfowym

Świadome działanie jednego z państw, zmierzające do osłabienia własnej waluty w stosunku do innych, powiązanych z nim znacząco gospodarek, określane jest zwykle mianem wojny walutowej. Ja jednak zdecydowanie bardziej preferuję terminologię zaczerpniętą ze świata sportu i twierdzę, że rynek walutowy przypomina dzisiaj globalne pole golfowe, na którym wszyscy regularnie oszukują.

Skąd golf na rynku walutowym? Bo jest to jedyny popularny sport jaki znam, który – dla wyrównania szans pomiędzy graczami reprezentującymi bardzo zróżnicowane umiejętności  –  oferuje im tzw. system handicapowy, polegający na dodawaniu określonej liczby uderzeń w rozgrywce. A to w praktyce oznacza, że nawet słabszy technicznie golfista ma szansę na ogranie znacznie lepszych od siebie rywali.

I taką właśnie rolę, moim zdaniem, odgrywa w świecie rynek walutowy, który poprzez obniżkę relatywnych kursów wspiera mniej konkurencyjne gospodarki, a tym samym ogranicza przewagi osiągnięte przez ekonomie postrzegane jako bardziej atrakcyjne. Kapitał ucieka bowiem zwykle – oczywiście w bardzo dużym uproszczeniu – od ryzyka niższych stóp procentowych, będących konsekwencją gorszych wskaźników rozwojowych, licząc w tym samym czasie na rosnące stopy procentowe w krajach szybszego tempa wzrostu gospodarczego.

Przy czym zasada ta nie dotyczy wyłącznie krajów rozwijających się na tle państw bardziej rozwiniętych. Z podobnego mechanizmu, w różnych fazach cyklu koniunkturalnego, korzystają lub na nim relatywnie tracą tzw. gospodarki surowcowe. Rynki walutowe reagują też bardzo usłużnie na kryzysy polityczne czy znaczące anomalie pogodowe. Również Polskę nie okrzyknięto by zapewne mianem „zielonej wyspy” na tle Europy cierpiącej na wielką recesję, gdyby nie prawie 50% dewaluacja złotówki w okresie zaledwie kilku kryzysowych miesięcy!

Przyznaję jednak, że rynek walutowy potrafi być bardzo brutalny w swoich zachowaniach, zwłaszcza tych krótkoterminowych. Śmiem również twierdzić, że często zbyt pochopnie rezygnujemy z prawa do ograniczenia napływu do naszych gospodarek nadmiernej ilości tzw. gorącego kapitału, który szuka okazji do szybkich zysków. Jednak największe problemy zaczynają się dopiero wtedy, kiedy poszczególne kraje zaczynają świadomie manipulować kursami swoich walut dla osiągnięcia określonych bieżących celów ekonomicznych lub, co gorsza, koniunkturalnych ambicji politycznych.

Wszyscy zapewne pamiętamy spektakularne zwycięstwo Georga Sorosa (1992) nad brytyjskim bankiem centralnym, który z wielkim uporem i kosztem utraty olbrzymiej części swoich rezerw walutowych bronił zbyt drogiego funta, wbrew wszelkim zdroworozsądkowym argumentom. Soros zgarnął wtedy ze stołu zwycięską pulę ponad miliarda dolarów, a wkrótce potem ekonomia brytyjska odbiła się od dna i właśnie dzięki słabszej, a zarazem bardziej konkurencyjnej walucie.

Obecna globalna sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, ponieważ nikt już nie broni swoich imperiów walutowych, a wręcz przeciwnie. Prawie wszyscy więksi gracze cierpią dzisiaj na makroekonomiczną zadyszkę i to właśnie w słabszej walucie upatrują teraz swoją szansę na gospodarczą odnowę, przede wszystkim dzięki relatywnie tańszemu eksportowi i jednocześnie droższemu importowi. Problem polega jednak na tym, że kiedy tak wiele krajów próbuje tej samej walutowej taktyki i to jednocześnie przeciwko wszystkim pozostałym rywalom, ekonomia i rynki kapitałowe zaczynają im płatać różne nieprzewidziane figle. Okazuje się bowiem, że tak prowadzona światowa wojna walutowa pozbawia jednak poszczególne kraje zdecydowanej większości oczekiwanych przez nich korzyści. I na nic wtedy publiczne uskarżanie się polityków na nieprzyjazne kursy wymiany, wynikające ich zdaniem z niezrozumienia lub ze złej woli rynku.

Dlatego uważajmy proszę na nasze inwestycyjne portfele, bo – jak sami widzimy – na walutowym polu golfowym nawet najbardziej poważani gracze nie przestrzegają dotychczasowych reguł i zbyt łatwo oszukują. A to z kolei sprawia, że kursy obstawianych przez nas walut stają się coraz bardziej nieprzewidywalne (jak chociażby franka szwajcarskiego do euro). Stąd moje kolejne poważne ostrzeżenie. Jeżeli ktoś próbuje Was namówić na łatwe i niewiarygodnie regularne ogrywanie rynku walutowego na swojej platformie transakcyjnej, albo obiecuje Wam ponadprzeciętnie złote góry dzięki swojemu magicznemu darowi systematycznego zarabiania na zmienności kursów choćby nawet pozornie najbardziej przewidywalnych walut, to od razu przejdzie na druga stronę inwestycyjnej ulicy! Do zobaczenia.

maj 2016

2017-11-22T14:37:53+00:00 By |Ekonomia Myśli, rynek walutowy|

Leave A Comment